Sobota, 06. Czerwiec 2026

Od braku pieniędzy na wynagrodzenia do wielkich inwestycji w COS-OPO w Spale

Kiedyś znakomity biegacz, maratończyk, olimpijczyk, medalista mistrzostw Europy, od dwóch lat zarządza ośrodkiem, w którym trenują najwięksi mistrzowie polskiego sportu. - To dla mnie ogromny zaszczyt i wyzwanie. Przychodząc tutaj zastałem fatalną sytuację finansową. Wspólnym wysiłkiem całej załogi, z której jestem bardzo dumny, odrobiliśmy straty i w ciągu dwóch lat zwiększyliśmy przychody o 6 mln zł - dodaje dyrektor Artur Kozłowski. Przed spalskim ośrodkiem wielkie wyzwania, związane z dużymi inwestycjami.
qqqq

 

AG: Poznał Pan Ośrodek Przygotowań Olimpijskich w Spale jako zawodnik. Przyjeżdżał Pan tutaj na zgrupowania, ale przede wszystkim na zawody.

AK: Właściwie na zgrupowaniach byłem tylko dwa razy, ale bardzo często przyjeżdżałem na zawody. Kiedyś hala lekkoatletyczna w Spale była jedynym tego typu obiektem w Polsce i w latach 90. ubiegłego wieku, a także w latach 2000. odbywały się tutaj wszystkie krajowe mistrzostwa w lekkiej atletyce. Wtedy byłem młodym zawodnikiem i start na takim znakomitym obiekcie był z pewnością dużym przeżyciem.

Dwa lata temu wrócił Pan tutaj w zupełnie nowej roli. Objęcie funkcji dyrektora spalskiego ośrodka była pewnie dużym wyzwaniem?

Tak, była to diametralna zmiana. Zdawałem sobie sprawę, że kierowanie taką marką jaką jest OPO w Spale to ogromna odpowiedzialność. Największe zderzenie było jednak z poziomem biurokracji. Całe życie prowadziłem własną działalność gospodarczą, byłem na własnym utrzymaniu i jako przedsiębiorca miałem dosyć dużą dowolność. Tutaj wszedłem w buty osoby, która zarządza instytucją i podlega pewnym ramom, do których trzeba się dostosować – sama forma prawna Centralnego Ośrodka Sportu i jej źródła finansowania są dość złożone, a w połączeniu z ustawą o zamówieniach publicznych robi się z tego dość skomplikowana struktura, ale na szczęście w miarę szybko udało mi się wdrożyć w ten system.

Tę stronę czysto sportową znał Pan już wcześniej jako zawodnik. Teraz relacje się odwróciły.

Tak, będąc już tu na miejscu zacząłem się spotykać z wieloma zawodnikami czy trenerami, których wcześniej już znałem z czasów mojej kariery zawodniczej. Znalazłem się po tej drugiej stronie. Starałem się realizować ich potrzeby, podobne do tych jakie sam kiedyś miałem jako sportowiec wobec gospodarzy takich ośrodków. Jako sportowiec miałem zupełnie inną optykę na te kwestie, a z drugiej strony często nie wygląda to tak prosto.

 Takie spotkania po latach są chyba bardzo fajne. Można powspominać stare czasy.

 Z jednej strony są fajne, ale też czasami trudne, głównie przez te ograniczenia, o których wcześniej wspominałem. Zdarza się, że przychodzą sportowcy i liczą na szczególne względy z uwagi na dawną znajomość. Muszą mieć świadomość, że ja nie jestem właścicielem ośrodka i nie mogę nim dysponować tak jak gdyby było moje. Mogę często pomóc, skrócić drogę, ale to wszystko. Przez te ostatnie dwa lata kiedy zarządzam OPO w Spale straciłem pewnie kilku kolegów, jednak wiem, że trzeba optymalnie zarządzać jednostką, patrząc zarówno na potrzeby sportowców jak i dobro COS-u. Jego budżet jest niestety ograniczony i – co najważniejsze - jest to dobro wspólne, a nie moje prywatne.

Musicie też na siebie zarabiać.

 COS nie jest firmą finansowaną w stu procentach z budżetu Państwa. Instytucja gospodarki budżetowej polega na tym, że działamy na zasadach rynkowych, jako zwykły podmiot gospodarczy. Dotacja z Ministerstwa Sportu i Turystyki pokryła w 2025 roku około 25 procent naszych kosztów, resztę musieliśmy wypracować sami. A często musimy ciężko pracować nad tym i walczyć o każdą złotówkę. Jednocześnie należy robić to w taki sposób, żeby nie odbywało się to kosztem przebywających u nas sportowców.

 Ostatnie dwa lata nie były łatwe. Kiedy obejmował Pan stery OPO w Spale, ośrodek był potężnie zadłużony.

Przychodząc tutaj zastałem fatalną sytuację finansową. Pierwsze pismo, w którym zwróciłem się do moich przełożonych w Warszawie, to była prośba o przelew środków na wynagrodzenia. Po prostu nie było pieniędzy nawet na wypłaty dla pracowników. Dyrektor COS-u w Warszawie ustosunkował się pozytywnie, ale od tego momentu zaczęła się bardzo poważna praca analityczna, zarówno po stronie przychodów, jak i kosztów. I to się udało z dużą nawiązką. Od 2023 do 2025 roku przychody wzrosły o 6 milionów złotych. To była momentami tytaniczna praca, różnymi kanałami i różnymi sposobami. Takie też były działania w zakresie kosztów, ponieważ oszczędności szukaliśmy wszędzie, prowadziliśmy też negocjacje z firmami, z którymi współpracujemy. Było to trudne, ale udało się dużo osiągnąć. Dodatkowo w miejsce osób odchodzących na emeryturę nie zatrudnialiśmy nowych, a obowiązki rozdzielaliśmy wśród pozostałych pracowników. Zawsze miałem taką wizję, że Ci, którzy będą przejmowali nowe zadania i więcej pracowali to automatycznie będą też lepiej zarabiali. Na szczęście pracownicy wykazywali duże zrozumienie w tym zakresie. Finalnie po tych wszystkich działaniach bilansujemy się z dużą nadwyżką, możemy dawać premie pracownikom, a co najważniejsze, wypracowaliśmy w końcu środki na własne inwestycje.

 Jest Pan dyrektorem ośrodka, ale też menadżerem, który stara się wprowadzać model biznesowy.

Takie dostałem zadanie, żeby efektywnie wykorzystywać mienie COS-OPO Spała. Nie możemy sobie pozwolić, żeby szastać pieniędzmi na prawo i lewo. Każdą złotówkę oglądam z dwóch stron, tak jakby to była moja złotówka i każdego dnia pracuje nad tym, żeby ośrodek był w jak najlepszej sytuacji finansowej, mając oczywiście na uwadze, że najważniejsze jest dobro sportowców, którzy goszczą na naszych obiektach. Myślę, że po tych wszystkich działaniach sportowcy również są zadowoleni, ponieważ staramy się inwestować głównie z myślą o nich i te nadwyżki, które powstają są od razu inwestowane dla nich.

 A panuje przekonanie, że na państwowym najlepiej, bo pieniądze zawsze się znajdą.

 Pieniądze nie rosną na drzewach, nie są zakopane też gdzieś pod ziemią. Pochodzą z podatków, z naszych podatków.

Spała to magiczne miejsce. Mam wrażenie, że przez ostatnie lata spalski COS bazował trochę na tej marce i wypracowanej kiedyś sławie. Jednak teraz na tę pozycję trzeba ciężko pracować.

Zdaje sobie sprawę, że Spała jest perełką na mapie Polski, a nawet Europy. Musimy o nią dbać, żeby wróciła do lat świetności. Kiedyś była wyjątkowa i wszyscy chcieli tutaj przyjeżdżać, trenować. A o miejsce nie było łatwo. Uczulam też pracowników, że jesteśmy tutaj dla naszych gości, dla polskiego sportu. Musimy sobie zdawać sprawę, że jeśli sportowcy nie będą przyjeżdżać do ośrodka, to nie będzie dla nas pracy. Wiele osób z naszej załogi pasjonuje się startami polskich sportowców i postrzega swoją pracę jako misję. Spała jest drugim domem dla siatkarzy, którzy spędzają u nas wiele miesięcy na zgrupowaniach, ale też lekkoatletów, zapaśniników i przedstawicieli innych medalodajnych dyscyplin.

 Musicie być konkurencyjni, wychodzić naprzeciw oczekiwaniom klientów-sportowców. W przeciwnym razie będą wybierali inne ośrodki. Tych przecież nie brakuje.

Dokładnie tak jest. Powstają nowe hale, nowe obiekty (chociażby lekkoatletyczne) w całej Polsce. Pojawiła się konkurencja budowana również ze środków prywatnych. Nie możemy się przywiązywać tylko do tego co było i bazować na marce. Musimy patrzeć w przyszłość i starać się szukać nowych rozwiązań. Nasza populacja będzie się zmniejszać. Coraz mniej zawodników będzie trenować i przez to konkurencja na rynku usług sportowych będzie coraz większa. Musimy iść za trendami i unowocześniać nasz ośrodek, ale też organizację pracy.

 W jaki sposób?

 W dużej mierze trzeba wykorzystywać nowoczesne narzędzia i odchodzić od zbędnej papierologii. Kiedy zaczynałem tutaj pracę każde zlecenie czy obciążenie było drukowane, pieczętowane i roznoszone między pracownikami. Powstawały sterty papierów, a my mamy XXI wiek i musimy wyznaczać nowe standardy. Wiele elementów przenosimy do systemów informatycznych, zaczynamy wykorzystywać sztuczną inteligencję, również w kontakcie z klientem. Po tych dwóch latach doszliśmy do sytuacji, że wiele Ośrodków Przygotowań Olimpijskich w kraju pyta się nas, jakie zastosowaliśmy rozwiązania. Z tym procesem poszliśmy bardzo do przodu, aczkolwiek jest jeszcze wiele do zrobienia.

 

Spała jest urokliwa ma swoją tradycję, ale nie ma morza czy gór. W związku z tym trudniej o klientów szczególnie tych pozasportowych. Do tych też skierowana jest oferta COS OPO w Spale.

Kiedyś klient komercyjny był kojarzony bardziej z naszą odnową biologiczną i turnusami rehabilitacyjnymi. Tu sporo się zmieniło i musimy patrzeć na zmieniające się trendy i celować w nowe grupy docelowe. Na rynku jest bardzo dużo osób amatorsko uprawiających sport, nie tylko biegaczy, ale też triathlonistów, pływaków czy kolarzy i to dla nich Spała ma dużo do zaoferowania, choćby w zakresie organizacji eventów, konferencji czy szkoleń sportowych. Wychodzimy z ofertami do nowych grup. Patrząc na liczby to w 2025 roku mieliśmy o 13 tysięcy osobonoclegów więcej niż w 2024. Tak więc tych wolnych miejsc jest coraz mniej.

 Sportowcy muszą mieć stworzone dobre warunki hotelowe, czy treningowe, ale chcą też dobrze zjeść. W tym zakresie w spalskim ośrodku ostatnio dużo się poprawiało. Klienci chwalą serwowane przez was posiłki.

 Jakość idzie w parze z ilością, a w COS Spała potrafimy wydać dziennie ponad tysiąc posiłków. Staramy się sprostać dodatkowym oczekiwaniom klientów i mocno się rozwijać. Dodajemy nowe elementy, choćby świeżo wyciskane soki czy opiekacze. W żywieniu zaszła pewna rewolucja, głównie za sprawą mojego zastępcy Roberta Papisa, który ma ogromne doświadczenie w tym obszarze (przez wiele lat prowadził swoją działalność). Pojawiło się dużo świeżego, zdrowego jedzenia. Skończyliśmy z wszelkiego rodzaju gotowcami. Jest bardzo dużo naturalnych produktów robionych na miejscu. Mocno wsłuchujemy się też w głosy sportowców, pojawiły się nowe pozycje menu. Jeśli ktoś przebywa u nas na zgrupowaniu miesiąc to po pewnym czasie jedzenie staje się monotonne, a my staramy się je urozmaicać.

W OPO w Spale ostatnio sporo się dzieje. Organizujecie coraz więcej imprez sportowych.

Tak, staramy się, żeby takich inicjatyw było jak najwięcej. W sierpniu odbędą się u nas ponownie Ogólnopolskie Igrzyska Ludowych Zespołów Sportowych, które zgromadzą około 1,5 tys. uczestników. Organizujemy Ogólnopolską Olimpiadę Młodzieży m.in. walki zapaśnicze i bokserskie. Chciałbym w przyszłości otworzyć również ośrodek dla lokalnej społeczności i zorganizować jakąś formę dnia otwartego, aby dzieci i młodzież miały okazję z bliska przyjrzeć się, jak wygląda miejsce, w którym trenują najlepsi sportowcy na świecie.

Patrzy Pan w przyszłość, stawia na rozwój. Z tym związany jest rozwój infrastruktury. Spalski COS długo musiał czekać na środki na duże inwestycje. W końcu będą. Dlatego, że przyszła kolej na Spałę, czy po prostu te pieniądze trzeba było sobie wywalczyć?

Od początku walczyłem, aby ściągnąć jak najwięcej inwestycji do Spały. Odbyliśmy mnóstwo rozmów, zarówno z Ministerstwem Sportu i Turystyki, jak i z centralą COS-u. Wydaje się, że wszystko jest na dobrej drodze. Mamy świadomość, że Spała została w wielu aspektach w tyle. Wystarczy przytoczyć dane z ostatniej kontroli NIK-u, gdzie od 2021 roku Spała przyciągnęła inwestycje na 22,4 mln zł, a w analogicznym okresie Zakopane wydało 188,9, Szczyrk 166,7, a Wałcz 96,9. Niestety te drogi nam się rozjechały i dlatego czas nadrobić zaległości. Już niebawem dzięki przychylności Ministerstwa Sportu i Turstyki zaczniemy od przebudowy internatu „Olimpijczyk”, który w obecnym kształcie urąga wymogom nowoczesności. Obiekt zbudowany w części w oparciu o technologie jeszcze z lat 70. ub.w., przez co generuje bardzo duże koszty napraw. Mamy na ten cel przyznaną dotację z Ministerstwa Sportu i Turystyki (ze środków Funduszu Rozwoju Kultury Fizycznej) w wysokości 36 milionów złotych. Obecnie jesteśmy na etapie postępowania przetargowego. Mamy nadzieję, że niebawem dojdzie do podpisania umowy z wykonawcą i będziemy mogli ruszyć z budową.

W planach są też inne inwestycje. Co z basenem?

W planach mamy budowę nowej hali wielofunkcyjnej, dedykowanej głównie siatkarzom. Na ten cel potrzeba szacunkowo około 30 mln zł. Modernizacji wymaga też odnowa biologiczna, ale też przygotowujemy kolejną próbę modernizacji pływalni. Ostatni projekt budowy nowej pływalni, stworzony w ostatnich latach opiewał na abstrakcyjną kwotę 94 milionów złotych. Gigantyczne koszty oraz nowa ekspertyza, która zaprzeczyła jakoby budynek był w fatalnym stanie, zmusiły mnie do podjęcia decyzji o odstąpieniu od tego projektu. Dzisiaj nowoczesne pływalnie buduje się za 30-40 milionów, a wydanie na ten cel 94 mln zł byłoby dużą niegospodarnością.

Czyli budynek pływalni jest w całkiem dobrym stanie. Nie ma zagrożenia, że się zawali jak kiedyś prorokowano?

Tak. Obiekt jest otwarty i normalnie działa. Zrobiona przez nas ekspertyza wykluczyła dość jednoznacznie wyniki poprzedniej ekspertyzy, na bazie której podjęta była decyzja o rozbiórce i budowie nowego budynku. Mamy nadzieję, że uda się zrobić jego remont dużo mniejszym kosztem. Chcemy też wejść w bardziej efektywne w źródła ciepła, wspomóc się OZE. W COS-ie w Spale mamy duży problem z przesyłem ciepła i jego gospodarką. Straty w tym zakresie są ogromne. Zimną płacimy rachunki w setkach tysięcy złotych, rocznie około 3 mln za zużycie gazu. Musimy temu zaradzić. Myślę, że w ciągu kilku lat jesteśmy w stanie ściągnąć inwestycje sięgające nawet 100 milionów zł. Jeśli uda się to zrealizować, to Spała wróci do ekstraklasy, do lat świetności.

 

- Tego serdecznie życzę. Dziękuję za rozmowę.

Rozmowę prowadził Adrian Grałek

 

 

 

 

 

Lista partnerów

Ilość wyświetleń: 677